...Coś o wszystkim lub o niczym
Kategorie: Wszystkie | Codziennik | Lektury
RSS
sobota, 13 stycznia 2007
Drogi Gościu!

Wszedłeś na blog i rozczarowałeś się? Nie ma nowej notki? Nawet jeśli jest jest to nudna jak flaki z olejem? Specjalnie dla ciebie gra w snake'a!

Teraz nie będziesz już rozczarowany!

10:28, kot_maurycy , Codziennik
Link Komentarze (15) »
środa, 10 stycznia 2007
Cukier w kostkach

Od zawsze widok kostek cukru (często wraz z towarzyszącymi im specjalnymi szczypczykami, do ich radosnego wrzucania w toń herbaty czy kawy) wywoływał u mnie poczucie swoistej elegancji. Swoistej, bowiem kostki cukru znajdowałem zarówno w eleganckiej restauracji, gdzie piętrzyły się w ozdobnej, porcelanowej cukiernicy, jak i w podrzędnym barze mlecznym, gdzie napić się można było jedynie lurowatej kawy/herbaty w przybrudzonych szklankach na spodeczkach i gdzie siorbanie było jedynym uznanym sposobem wchłaniania płynów. Nigdy jednak nie zastanawiałem się nad historią kostek cukru.

Wszystko zaczęło się (i zarazem skończyło, bo to dość krótka opowieść) pod koniec lat 20. XIX wieku wmiejscowości Dalčice w Czechach. Tam dwóch braci - Tomasz i Franciszek Grebnerov - prowadziło coś co po czesku zwie się cukrovar, a co po polsku można by nazwać rafinerią cukru. Rafineria rozwijała się doskonale, bracia jednak w 1840 roku rafinerię sprzedali. Nowy właściciel Jakub Rad przywiózł do małych Dalčic nie tylko swoje szykowne, szwajcarskie maniery, ale także pierwszą maszynę parową, która zamontowana została w rafinerii. I w tym miejscu zbliżamy się już do punktu kulminacyjnego historii cukru w kostkach. Cukier otrzymywany w rafinerii miał niestety formę dużych, twardych, bardzo nieporęcznych brył, które z wysiłkiem należało kruszyć na miał. Na potrzeby domu właściciela rafinerii, kruszeniem owych brył cukrowych zajmowała się żona. Latem 1841 roku, podcza takiego "mielenia" cukru żona pana Rada - Juliana, okropnie skaleczyła się w rękę. Poskarżyła się więc mężowi, co stało się dla niego impulsem dla obmyślenia lepszego sposobu formowania produktu rafinerii. W trzy miesiące później Juliana Radova dostała od męża kubeł z trzystupięćdzięsięcioma małymi kostkami cukru. W 1843 roku pomysł wyrobu cukru w kostkach został przez Jakuba Rada opatentowany. Ot i cała historia.

Jako, że Czesi to naród mały, ale dumny ze swych dokonań postanowili swemu słynnemu na całym świecie wynalazkowi postawić pomnik. Jak pomyśleli, tak zrobili. Oto pomnik kostki cukru, który dziś można obejrzeć w Dalčicach:

Cukier w kostkach

.

23:51, kot_maurycy , Codziennik
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 08 stycznia 2007
Husmusen

Nic z tego nie rozumiem, ale można pooglądać bardzo ładne obrazki.

design

Historia tego bloga znajduje się tutaj.

23:41, kot_maurycy , Codziennik
Link Komentarze (5) »
niedziela, 07 stycznia 2007
W 80 światów dookoła dnia

To dla miłośników lektury chyba rzecz niewybaczalna, ale uwielbiam niekóre książki za sam tytuł. Zanim do nich sięgnę, przeczytam i wyrobię sobie o nich dobre albo złe zdanie kocham je miłością platoniczno-tytularną. Tak jest z tą książką Cortazara (wstyd się przyznać, że nie przeczytałem? - trudno!), tak jest choćby z "Traktatem o łuskaniu fasoli" Myśliwskiego.

Tak naprawdę jednak chcialem napisać o swoim mikroświecie w którym dzisiaj i wczoraj, pomimo panujących burz, piętrzącego się oburzenia, szalejącej nienawiści, agentów, kapusiów, morderstw, gwałtów, jest święto. Bardzo poważne święto o delikatnie wygiętej linii. Lekko frywolne święto pękających, delikatnych, włoskich bąbelków. Egzotyczne święto o smaku pomarańcza, grejpfruta, grenadiny i ginu.

Gdy byłem mały wydawało mi się, że jeśli jest się filozofem, naukowcem, pisarzem, czy innym intelektualistą to trzeba być cały czas smutnym i zasępionym, martwić się o losy ludzkości albo dochodzić podstawowych prawd świata. Już wiem, że jest inaczej, a ludzie nie potrafią sobie radzić bez radości. Nawet jeśli ma przeróżne źródła, dla jednych głupie, dla drugich infantylne, dla trzecich niegustowne to i tak spokojnie sobie istnieje w pojedynczych, intymnych mikroświatach.

Osiemdziesiąt światów to zdecydowanie za mało. Codziennie tyle wrażeń, tyle rzeczy, błysków, niesamowitości, zachwytów, uczuć, myśli! Tak trudno opowiedzieć o swej radości.

[Chyba wypada przeprosić za chaos tej notki. Może drogi Czytelniku uda ci się z tego wszystkiego coś wywnioskować, naprawdę się starałem.]

23:49, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 stycznia 2007
Mała rzecz, a cieszy

Zawsze wygląd książki - okładka, projekt, wykonanie - był dla mnie istotny. Nieraz taki wydawałoby się nieznaczący aspekt decydował o zakupie danej pozycji. Swojej "Gry w klasy" choćby szukałem parę ładnych lat, bo nie odpowiadała mi wściekle zielona i ogniście czerwona kolorystyka najpopularniejszego do niedawna wydania Muzy.

Tym bardziej cieszy mnie odkrycie czegoś takiego:

Huelle 

autorstwa tego pana. Uwielbiam takie okładki. Czyste, ascetyczne, a przez to chyba najmocniej uderzające.

00:25, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 stycznia 2007
***

Gdy człowiek spotyka
semiotyka lub Anglika,
mechanika czy plastyka,
to mu wszystko się wymyka.

Lecą ksiazki i szpargały,
z rąk wypada ci świat cały.

Nawet skromna enklityka
nie pomaga na plastyka,
mechanika, semiotyka,
a tym bardziej na Anglika.

Morał z tego taki płynie,
że Umberto nędznie zginie.
Odrzucony dzisiaj w kąt,
jutro wyda marny swąd!

Nie to, że zamierzam zostać poetą, ale nie ma to jak rymowanka o 22.30 dla przewietrzenia szarych komórek. Tak przy okazji chciałem swój wiersz zadedykować wszystkim studentom przygotowującym się do egzaminu z teorii literatury.

23:13, kot_maurycy , Codziennik
Link Komentarze (3) »