...Coś o wszystkim lub o niczym
Kategorie: Wszystkie | Codziennik | Lektury
RSS
wtorek, 27 lutego 2007
Postmodernizm i ja

Jestem jedynakiem, do tego pewnie egoistą, z zapędami dyktatorskimi. Pewnie dlatego wyznaję wiarę w jedną jedyną Prawdę. Prawdę przez duże "P". Jedne jedyne prawdziwe Piękno, jedno Dobro. Idealny wzór do którego należy dążyć i do którego dotrzeć jest prawie niemożliwe. Takie duże "P" zaczęło się u Platona. Filozofa który w swoim idealnym państwie wprowadził jawnie totalitarne rządy, co kilka stuleci później wytknie mu Popper. Duże "P" było bardzo istotne dla Fregego, który w listach do przyjaciół walczących na froncie wyrażał pełne poparcie dla zwycięstwa hitlerowskich ideałów. W duże "P" wierzył oczywiście Hitler i Stalin. Wydaje się więc, że taka mocno idealna wiara w "jedno" w obecnym momencie historycznym jest ostatecznie skompromitowana.

W ten sposób pozostał jedynie pluralizm. W swoim optymistycznym wariancie zakładający harmonijny dialog pomiędzy różnorodnymi punktami spojrzenia, wieloma trafnymi prawdami dotyczącymi rzeczywistości, w pesymistycznym zaś roztopienie się wszelkich wartości w masie różnych propozycji, powodującym całkowite zagubienie człowieka i wystawienie go jako obiekt różnych strategii mających zaskarbić sobie jego przychylność.

Nie umiem pogodzić się z postmodernizmem, z epoką ponowoczesną. Może po prostu mój piękny, wygładzony światopogląd nie chce narażać się na różnego rodzaju wątpliwości, brudy, na sztuczność i fałszywość jaką obnażają refleksje teoretyków postmodernizmu. A być może despotyczny charakter nie umie poradzić sobie bez jednej jedynej, dawno wytyczonej i wygodnej drogi.

Choć może być i tak, że ten kolorowy, migoczący, pluralistyczny świat, z przestrzeniami dyskusji i braku gotowych twierdzeń, sam będący procesem odkrywania i tworzenia rozwiązań właśnie jest po prostu fascynujący, choć trudny.

W tym wszystkim ukryty jest jednocześnie pewien subtelny szowinizm. Ostracyzm wobec tych, którzy nie chcą iść z duchem czasu.

23:16, kot_maurycy , Codziennik
Link Komentarze (2) »
niedziela, 18 lutego 2007
Szanowni Państwo zapraszam na danie dnia!

Czyli groch z kapustą albo zupę o malowniczej nazwie "Przegląd tygodnia".

Po pierwsze chciałem się podzielić moim najnowszym bloxowym odkryciem jakim są Klocki Lego dla dorosłych. W ogóle nie śniło mi się, że gdzieś na świecie jest tyle dużych chłopców i tyle dużych dziewczynek (tak tak! dziewczynek też, szczególnie japońskich), którzy robią naprawdę niesamowite rzeczy z klocków lego. Po szczegóły odsyłam do autora, tu chciałem pokazać tylko moje ulubione vignette:

Po drugie zupełnie niechcący wpadłem dzisiaj na jakiś blog o modzie, gdzie zobaczyłem słynne (podobno) w świecie mody siostry Sozzani. Przepraszam bardzo wszystkich, których tym stwierdzeniem urażę, ale te panie wyglądają na wiedźmy.

Po trzecie niedawno z jedną osobą rozmawiałem o zasadności podawania przez autora dzieła sztuki własnej interpretacji. Według mnie konieczność tłumaczenia odbiorcy "o czym mówi" dany twór świadczy o słabości jego przekazu i jednocześnie częściowemu odmawianiu odbiorcy własnej interpretacji. Wedlug mojego rozmówcy jest to bardzo pomocne, gdyż może poszerzyć odbiór o interpretacje na jakie widz w ogóle by nie wpadł. Tymczasem w Krakowie główny plastyk miasta postawił młodej artystce Paulinie Lignar ultimatum: albo skróci opis do swojej pracy, albo nie będzie zgody na umieszczenie dzieła na Rynku Głównym. Usłyszała ona, że jej opis do pracy jest za długi, za trudny i ma go skrócić.

Po czwarte już pierwszego kwietnia (na szczęście to nie prima aprilis) wyprowadzam się do nowego, przestronnego, gustownego mieszkanka z delfinkami nad wanną i ogromniastą, czerwoną sofą w kształcie przypominającą coś pomiędzy owalem a sercem.

To na razie tyle. Więcej, być może bardziej konstruktywnych, wypowiedzi już wkrótce.

22:19, kot_maurycy , Codziennik
Link Komentarze (6) »
środa, 14 lutego 2007
Walentynki 2007
21:17, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 lutego 2007
Historie kuchenne

Poraz kolejny będzie dziś o kuchni. Dziś jednak nie o miłości do gotowania i karmienia, a o czymś trochę innym. Współcześnie z jednej strony mówi się o kryzysie wielkich (a pewnie i małych) narracji, z drugiej o tym, że nie ma nic poza tekstem. Nawet kuchnia okazuje się miejscem, gdzie przyłożyć można takie stwierdzenia.

Wydaje się, że najbardziej urzekającą w gastronomii sferą nie jest spożywanie, a mówienie. Ciągłe gadulstwo. Wystarczy obejrzeć kilka odcinków kultowego niegdyś (dziś palmę pierwszeństwa dzierży raczej Pascal Brodnicki - a być może zaimportowana przez TVN Style Nigella Lawson) programu kulinarnego Roberta Makłowicza, żeby zwrócić uwagę na to jak wiele w nim opowieści, a jak mało w gruncie rzeczy gotowania. Opowieści o historii potraw, własnych wspomnieniach z nią związanych, historii i pochodzeniu składników używanych do jej przygotowania są bardzo istotnym dopełnieniem samego kucharzenia. Zastanawiać się można nawet, czy to raczej nie one przyciągają setki widzów do śledzenia poczynań mistrzów patelni przed telewizorem, czemu nierzadko towarzyszy świadomość, że tak naprawdę nigdy nie przygotują prezentowanych potraw, czy to z lenistwa, czy z niedostępności/drożyzny koniecznych składników.

Co ciekawe "opowieści kulinarne" dzielą się dla mnie na te bardziej poważne, naukowe, opisujące potrawę w kontekście historii, kultury (patrz Robert Makłowicz) oraz na te bardziej rodzinne, domowe, które umieszczają historię potrawy wśród naszych własnych mitów - dzieciństwa, pierwszych miłości, randek, poważnych wyjść i innych tego typu wydarzeń (tu przywołać chyba przede wszystkim należy nową u nas, ale już popularną Nigellę).

Dla mnie ważniejsze jednak są rodzinne historie kulinarne. Owszem te pierwsze są ciekawe, jednak, gdy coś jem, albo zastanawiam się co akurat można przyrządzić to wspomnienia są najważniejsze. Podkreślają smaki i dodają te, których tam już dawno nie ma.

Dawno temu na swoim blogu a.adan.ti pisała o swoich pięciu smakach życia. A może by tak stworzyć listę pięciu historii kulinarnych życia? Znalazłoby się tyle i byłyby naprawdę interesujące? Może kiedyś.

22:20, kot_maurycy , Codziennik
Link Komentarze (1) »