...Coś o wszystkim lub o niczym
Kategorie: Wszystkie | Codziennik | Lektury
RSS
sobota, 24 marca 2007
Mariusz Szczygieł "Gottland"

Pojawienie się telewizji Polsat (gdzieś tak w środku lat dziewięćdziesiątych, chyba jako pierwszej prywatnej stacji telewizyjnej) zapisało się w mojej, wtedy jeszcze dziecięcej, świadomości jako pierwsze efekt promieniowania kutury Zachodu. Ukoronowaniem tej zachodniej kulturowej awangardy był pierwszy polski talk show "Na każdy temat" ze swą wielką gwiazdą, czyli Mariuszem Szczygłem. Program niesłychanie wtedy popularny, o czym świadczyła niesłychana ilość jego parodii (Dziś już całkowicie zapomniany. Ja też pamiętam tylko odcinek na temat fryzur intymnych - spokojnie! odcinek był niestety pozbawiony egzemplifikacji), a jednocześnie w pewien sposób niepoważny, czy kiczowaty, głównie ze względu na dobór tematów, a także styl ówczesnych czasów.

Po zakończeniu emisji programu Mariusz Szczygieł zniknął z mediów. Jednak ostatnimi laty zaczął się w nich pojawiać na nowo, tym razem jako specjalista od spraw czeskich. Przy czym kicz, tak charakterystyczny dla jego talk show, nie przestał mu towarzyszyć. Co więcej wydawał się naturalnie łączyć z jego nowym kręgiem zainteresowań - Czechami. Stereotypowy obraz tego kraju to piersiaste kobiety podające w gospodach kolejne kufle piwa szwejkopodobnym, nastawionym na jak najprzyjemniejsze spędzenie życia brzuchatym mężczyznom. Do tego przypisywana czechom niezdarność i ten język, który w polskich uszach brzmi jak nieprzerwany ciąg zdrobnień, wszystko to sprawia, że stereotypowy obraz czeskości jest mocno "kiczowaty", trochę spod znaku króla rocka - Elvisa.

Ostatnio Szczygieł szczególnie często pojawiał się w telwizji w kotekście wydania w Polsce powieści jednej z popularniejszych obecnie czeskich pisarek (Przez wydawcę porównywaną do Katarzyny Grocholi czy Helen Fielding) Haliny Pawlowskiej ("Zdesperowane kobiety postępują desperacko"). Jednak czy to przez telewizję wymuszającą określoną konwencję, czy w wyniku własnego zainteresowania dziennikarz skupiał się raczej na ocenie piersi autorki (Podobno wyjątkowo pełnych) niż na samej książce.

Tym razem Szczygieł pokazuje, że takie spojrzenie na Czechów jest całkowicie chybione. W szesnastu reportażach, czasami króciutkich obrazkach, pokazuje poważne, niepokojące i prawdopodobnie znacznie bliższy prawdzie obraz tego narodu. Okazuje się, że doskonałym określeniem historii opiswyanych przez Szczygła jest czeski neologizm kafkárna co "znaczy m.in. niedający się racjonalnie wyjaśnić absurd". Mamy tu historię twórcy wielkiej dziś firmy Bata, który okazuje się być nieludzkim tyranem, zawładniętym ideami optymalizacji, czy wręcz mechanizacji ludzkiej jednostki (rys totalitatyzmu wydaje się tu być nieodłączny). Opowieść o Lídzie Baarovej przyjaciółce i niedoszłej kochance Gobbelsa. Film "Ucho":

"Ludwik, sekretarz pewnego ministra, razem z żoną Anną wraca z przyjęcia. Pod bramą okazuje się, że zgubili klucze, włamują się więc do własnego domu.

Klucze są. Tkwią w zamku, ale od wewnątrz. A przecież zamykali nimi dom, Ludwik miałe je w kieszeni.

Ktoś dołączył prąd. Anna jest ijana, zarzuca mężowi, że nawet nie umie naprawić korków; sprzeczają się o głupstwa, szarpią i nagle w kuchni upada im widelec. Spada miedzy dwie szafki. Anna upiera się, żeby go stamtąd wyciągnąć. W szparze miedzy szafkami znajduje się ucho.

Ludwik wpada w panikę i zaczyna palić kompromitujące go dokumenty. Wrzuca je do muszli i usiłuje spłukać. Łazienka zapełnia się gryzącym dymem, jednak boją się otworzyć okno. Zauważyli, że dwóch mężczyzn w samochodzie obserwuje ich posesję.

Drugie ucho znajdują w łazience pod brudną bielizną. Następne - wysoko pod sufite, na parapecie łazienkowego okienka.

(Ucho to miniaturowa kostka z antenką długości rzęsy. Nadajnik.)

Ludwik orientuje się, że jego minister, który mieszka po drugiej stronie ulicy, został internowany we własnym domu. Co może oznaczać brak prądu w willi Ludwika i trzy nzalezione podsłuchy? Na pewno przyjdą i po niego. Anna przygotowuje męża do aresztowania, szykuje mu koszule.

Gdy bohater już ujawni przed widzami swój strach, brak charakteru i tchórzostwo, rano nie zostaje aresztowany, tylko mianowany ministrem."

Książka jest naprawdę niesamowita. W subtelny sposób ironiczna, zdystansowana. Jednocześnie bardzo szczera - autor przede wszystkim chce dostrzec prawdę wśród tylu sprzecznych relacji, różnych motywacji, tylu napięć. Szczerze polecam.

23:22, kot_maurycy , Lektury
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 05 marca 2007
Ach ten internet

Zapraszamy na kolejny odcinek audycji ciekawostki sieciowe.

Na pierwszy ogień idzie podcast stworzony przez redakcję Zeszytów literackich. Posłuchać go można tutaj. Inicjatywa jest jak najbardziej trafiona, widać, że redakcja czasopisma idzie z duchem czasu. Podcast był dość interesujący i z zaciekawieniem czekam na więcej. Niestety podczas słuchania ponad jedenastominutowego nagrania nie usłyszałem żadnego dźwięku poza głosem wypowiadających się osób. Pod koniec było to już nie do wytrzymania. Daleko podcastowi do mojej ulubionej audycji kulturalnej - Magazynu Bardzo Kulturalnego, gdzie podczas każdej rozmowy słychać jakieś dźwięki z offu. Tym bardziej zdziwiło mnie, gdy na koniec podcastu usłyszałem podziękowania dla pana Marcina Kydryńskiego, za dźwiękowe przygotowanie podcastu. No cóż...

Druga sprawa jest chyba znacznie poważniejsza. Oto dziś ruszył nowy, polski serwis w pewnym sensie społecznościowy. Gastronauci.pl to strona na której każdy może zostać recenzentem kulinarnym. Wystarczy się zalogować i można dodawać opinie o wszelkich przybytkach świadczących usługi żywienia, pojenia, herbacienia, kawienia i innych. Z drugiej strony wszyscy ci, którzy nie wiedzą, gdzie się pożywić znajdą ty być może w końcu prawdziwe opinie o godnych polecenia restauracjach. Tak swoją droga ciekaw jestem czy żadni restauratorzy nie będą próbowali robić przekrętów podszywając się pod różne osoby i dodając pozytywne opinie o swoich lokalach. Oczywiście jak w przypadku wielu podobnych serwisów wszystko zależy od użytkowników. Stosunkowy sukces podaj.net, któremu wszyscy początkowo wróżyli błyskawiczną klęską powinien napawać optymizmem. Tym bardzie, że przeżywamy chyba w tej chwili boom kulinarny - zjedenj strony panuje moda na dobre jedzenie, z drugiej co rusz pojawiają się nowe miejsca. Pozostaje mi życzyć autorom powodzenia i oddać się dodawaniu własnych opinii.

23:08, kot_maurycy , Codziennik
Link Komentarze (2) »
Blogowe ciekawostki

"Baśn trafiła do Europy około XVI wieku. Podlegała licznym transformacjom, by wreszcie stać się ramą zbioru opowiadań Pielgrzymka trzech młodych synów króla Serendipu (dawna nazwa Cejlonu). Sukces historii był tak wielki, iż w roku 1754 Horace Walpole ukuł nazwę serendipity  na określenie nieoczekiwanych odkryć uczynionych dzięki przypadkowi i inteligencji. Ciekaw jestem czy użytkownicy tego silnika blogowego o tym wszystkim wiedzą.

22:46, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 marca 2007
Piątka

Czekałem i czekałem. Z każdym dniem było mi smutniej i smutniej. W końcu straciłem wszelkie nadzieje. Osiągnąłem ostatnie dno i zacząłem się prosić. Prosiłem tutaj, ale bez reakcji, prosiłem więc dalej i w końcu się doprosiłem. I gdy tak już zbierałem się do napisania tych pięciu, tak elektryzujących wszystkich od paru tygodni, punktów (choć muszę przyznać, że tak jakoś bez przekonania, bo w końcu wyproszone to nie to samo, co tak z własnej inicjatywy) nareszcie nadeszło upragnione zaproszenie! I to z kuchni!

Ale tak szczerze powiedziawszy to nie mam co napisać. Zgodnie z zadaniem powinno być pięć rzeczy o sobie, których jeszcze nie poznaliście, ale co to ma być? Chyba wizyta na kilku blogach mnie natchnęła.

  • Na zajęciach technicznych w podstawówce najbardziej lubiłem wszystkie "kobiece" zadania jak haftowanie czy gotowanie. Moja babcia do dziś ma serwetkę z wyhaftowanym przeze mnie motylem.
  • Na terenie Włoch znajduje się malutkie państwo (ograniczające się do jednego miasta) nazywające się San Marino. Jego historia jest bardzo długa i podobno ma ono jedną z najszybszych poczt świata, jednak nie dlatego jest celem turystycznym. Wśród turystów słynie bowiem jako wielki sklep z alkoholem, odznaczający się stosunkowo niskim cenami oraz degustacjami w każdym sklepie. No więc wyobraźcie sobie piętnastolatka w takim miejscu. Na widok tych wszystkich likierów i kolorowych wódek, które wszyscy nam lali (owszem,  do małych kieliszków, ale zawsze!) bez pytania o wiek, aż nam się oczy świeciły. Niestety sprzedawcy nalewali tylko raz. Krążyliśmy więc od sklepu do sklepu, uczestnicząc w coraz to kolejnych degustacjach, aż trafiliśmy do pewnego sklepu z alkoholem, który niestety był dwupoziomowy. Gdy właściciel pokazał nam nas na kamerze ze sklepu piętro wyżej i dobrze pogonił ochota na kolejne degustacje przeszła nam jak ręką odjął.
  • Kiedy byłem mały moja mama zapomniała zaciągnąć hamulec w wózku i, mówiąc wprost, stoczyłem się po równi pochyłej. Po drodze zaliczyłem schody, po czym razem z wózkiem fiknęliśmy kozła. Na szczęście lądowanie było na tyle miękkie, że skończyło się na małej bliźnie. Choć cały czas się zastanawiam czy nie przez to jestem tak pokręcony.
  • Do dziś nie umiem pływać. Kiedyś, gdy ojciec próbował mnie nauczyć, zacząłem się topić (przynajmniej byłem wtedy o tym przekonany). Chcąc się ratować machałem rękami na wszystkie strony, aż poczułem w garści materiał. Niestety nie były to kąpielówki mojego ojca, a dół od bikini jakiejś obcej kobiety.
  • Nie zdałem na studia za pierwszym razem. Może dla większości to normalka, ale dla mnie wtedy prymusa i w ogóle osoby, której generalnie wszystko w życiu wychodziło to była prawdziwa porażka.

Teraz wypadałoby wytypować pięć kolejnych osób. Ciężko znaleźć jeszcze pięć osób, które nie zaraziły się tym wirusem, a do tego takie, które tu zaglądają - no bo jak inaczej dowiedzą się, że zostały wyznaczone? Nie wiem też czy poczują się w ogóle w obowiązku, ale proszę:

Mysza Klapsiara - napewno ulegnie pokusie

Various5 i saturator.bloog.pl - niby się nie znamy, ale wiem, że jesteście tu częstymi goścmi

Panie Romku - nie mogło pana zabraknąć

Hippopotam - wiem, że to nie ta tematyka, ale brakowało mi akurat piątego.

sobota, 03 marca 2007
Najnowsze

Chyba niedługo creatura zamieni się w stronę zatytułowaną "Co ciekawego w internecie znalazłem", ale cóż innego skoro  ostatnio żadnych rewolucyjnych pomysłów, bluźnierczych opini, radyklanych przewrotów biograficznych? Tak więc:

  • na pierwszym miejscu niezwykła strona, gdzie razem możemy oddać się żałobie wywołanej pewną najważniejszą parą w naszej Ojczyźnie (swoją drogą czy to nie paradoks w kontekście ciągle rozwijającej się "propagadny homoseksualnej", że najważniejsza para w Polsce to dwóch mężczyzn?), a także wyrazić swój sprzeciw wobec decyzji, poglądów całej śmietanki politycznego światka
  • na drugim, co nie znaczy, że gorszym, blox, który dopiero co się pojawił, a już bardzo przypadl mi do gustu. Nieraz zdarzało mi się, że tym co najlepiej komentowało rzeczywistość była "sentencja" odkryta pod kapslem pewnego napoju. Jak się okazuje nie tylko mnie zafascynowała ta prawidłowość i teraz w jednym miejscu dzień po dniu znaleźć można takie życiowe mądrości.
22:07, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »