...Coś o wszystkim lub o niczym
Kategorie: Wszystkie | Codziennik | Lektury
RSS
poniedziałek, 24 marca 2008
6 kontynentów - odcinek 2: Yoshimoto Banana "Kuchnia"

Japonia jest dla mnie całkowicie obca. Nie pod względem poznawczym, bo na jej temat wiem całkiem dużo, ale pod względem możliwości zrozumienia. Kultura, historia, relacje społeczne, światopogląd, nie mówiąc o tych podskórnych, ciemnych popędach są dla mnie niemożliwe do zespolenia w jeden system, niepojęte.

Tak też jest z literaturą japońską. Te najbardziej klasyczne pozycje - takie jak Abe Kobo, Oe Kenzaburo czy Kawabata Yasunari - wyobraźnią dorównują chyba najbardziej awangardowym dziełom europejskim. Inaczej jest trochę w przypadku literatury młodszej. Jest ona na tyle już zamerykanizowana czy zeuropeizowana, że wydaje się bliższa. Ogół świata przedstawionego jest możliwy do zaakceptowania, od czasu do czasu zdarzają się jedynie pewne zgrzyty. Tak też było z "Kuchnią".

"Kuchnia" Yoshimoto Banana, wydana w 1988 roku, składa się z dwóch opowiadań - pierwsze stanowiące większą część książki to tytułowa "Kuchnia", drugie to "Moonlight Shadow".

Pierwsze co zwraca uwagę to postaci i relacje budujące się między nimi. Rządzi nimi dojmujące poczucie smutku, samotności i braku. Co więcej wszystkim postaciom kuchni towarzyszy ciągle problem komunikacji. Wzajemne komunikaty są całkowicie niezrozumiałe. Tak jakby autorce cały czas towarzyszyło przekonanie o nieprzekładalnośći indywidualnych światów, doznań, myśli na język uniwersalny, dostępny dla wszystkich. Co ciekawe, choć uczucia są opisywane wyraźnie i wprost, to naprawdę trudno się w nich odnaleźć, często bowiem wydają się w ogóle nie umotywowane, często oddane są przez opisy otoczenia, a nie przez bezpośrednie wypowiedzi narratora czy postaci.

Równie interesująca jest warstwa stylistyczna "Kuchni". Przede wszystkim ze względu na fakt umieszczania w toku narracji fraz wprost wyciętych ze zbioru złotych myśli, czy mających w sobie siłę i zwartość haiku. Włączone one są przy tym w tok całkiem potocznej, współczesnej narracji.

Dla mnie równie ciekawe jak pozostałe składniki tych opowiadań była niesamowita dla mnie - europejczyka - płynność płci tych postaci. W "Kuchni" mamy do czynienia z ojcem bohatera, który zmienia płeć i staje się matką. W "Moonlight shadow" jedna z postaci - chłopiec - po śmierci ukochanej nosi jej szkolny, dziewczęcy mundurek. Z jednej strony jest dla mnie w tym fascynujące to, że spotykają się te zmiany z całkowitym przyzwoleniem i akceptacją innych (wbrew czy zgodnie z ogółem japońskiego społeczeństwa?). Z drugiej interesujący jest fakt, że zmiany te nie wynikają z problemów tożsamości bohaterów, a raczej z przeżytych doświadczeń, są konsekwencją ich drogi życiowej, naturalnym przejściem w związku z tym co przeżyli.

I tak w tym wszystkim najważniejsza jest tytułowa kuchnia. Jako pomieszczenie w domu staje się miejscem, gdzie relacje ulegają naprawie i gdzie odnaleźć można istotę siebie, a także konieczne bezpieczeństwo. Jako czynność gotowanie, przygotowywanie potraw staje się najdoskonalszą formą miłości.

"Kuchnia" w Japonii stała się bestsellerem. Tylko i aż. Tam jest to sprawnie napisana książka obyczajowa, pokazująca nową formę obyczajowości. Tutaj jest to dokument o odrębności myślowej i kulturowej tego kraju.

Ze wszystkich miejsc na świecie najbardziej lubię kuchnie. Do szczęścia potrzebna mi kuchnia, miejsce, w którym przygotowuje się jedzenie. Nie ma znaczenia, jaka jest ani gdzie się znajduje. Najlepiej, żeby była funkcjonalna i od dawna używana, z wieloma suchymi, czystymi ścierkami i lśniącymi bielą kafelkami.

16:37, kot_maurycy , Lektury
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 marca 2008
6 kontynentów - odcinek 1

No tak, zgłosił się człowiek do małego maratonu czytelniczego (jaki to maraton! sześć książek w trzy miesiące i dwadzieścia cztery dni!), wszyscy już coś wybierają, czytają, opisują, a ja patrze na te listy i się tylko cieszę z uczestnictwa w takim wydarzeniu. No bo tak:

  1. autorów znam niewielu, większość to dla mnie po prostu czarna magia - widać moje czytanie było do tej pory mocno sztampowe, niewysublimowane i najklasyczniejsze z klasycznych
  2. książki zawsze - w trakcie takiej fajnej akcji też - wybieram mocno przypadkowo, ot, co znajdę i wpadnie w mi w oko to czytam, dlatego też nie umiem już teraz przedstawić rzeczy, które przeczytam
  3. jestem mocno ograniczony przez dostępność tytułów - osiedlowa biblioteka, choć zbiory ma wyjątkowo, jak na taki państwowy przybytek, bogate, to nie wiem czy znalazłbym tam wszystkich autorów z listy.

Na razie więc mogę tylko zdradzić, że czytam "Kuchnię" Yoshimoto Banana.

10:02, kot_maurycy , Lektury
Link Komentarze (1) »