...Coś o wszystkim lub o niczym
Kategorie: Wszystkie | Codziennik | Lektury
RSS
czwartek, 24 kwietnia 2008
Zapraszam do odwiedzenia

Tutaj i tutaj.

09:13, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 kwietnia 2008
6 kontynentów - odcinek 3: Richard Flanagan "Williama Goulda księga ryb"

Wybierając australijską książkę byłem pełen obaw. Z jednej strony bałem się, że książka tak naprawdę będzie bardzo mało australijska, a znacznie bardziej brytyjska, irlandzka, czy amerykańska i, że jedynie miejsce urodzenia autora, będzie łączyć ją z tym kontynentem. Z drugiej strony zaś obawiałem się, że fabuła zostanie zdominowana przez bujną i groźną przyrodę tego miejsca.

Na szczęście Williama Goulda księga ryb uniknęła obu z tych zagrożeń - jest jednocześnie wyraźnie australijska i nie zdominowana przez awanturniczość, ani wybujałe opisy australijskiej fauny i flory. Książka opowiada historię opryszka - fałszerza, który skazany został na pobyt w kolonii karnej w Australii. Dzięki retrospekcjom poznajemy także wcześniejsze, poprzedzające przybycie do więzienia, wydarzenia z życia bohatera.

William Gould to typ wagabundy, sowizdrzała, czy jak mawiano w średniowieczu "łazika". Nie ma dla niego znaczenia jakość życia, nie ma on też zbyt wygórowanych ambicji - najważniejsze to mieć, gdzie się przespać, co zjeść i wypić (zwłaszcza to ostatnie!). Tym samym Gould dołącza do tłumu innych lekkoduchów. Trzeba przy tym wspomnieć, że bohater przekracza swoją inteligencją przeciętnego przedstawiciela tej grupy. Możemy w związku z tym znaleźć odniesienie do Kartezjusza i przede wszystkim Woltera i jego powiastki filozoficznej Kandyd. Można nawet zaryzykować tezę iż Williama Goulda księga ryb ma być współczesną wersją Kandyda. Sztuka ta jednak nie udaje się powieści bowiem brakuje lekkości i prostoty wzorca.

Niestety także dwa główne wątki książki, które najsilniej decydują o jej kształcie są zbyt przegadane, zbyt ciężkie. Chodzi tutaj o diaboliczną postać Komendanta czyli naczelnika kolonii w której przebywa Gould. Chce on w oddanej pod jego jurysdykcję jednostce wprowadzić nowy ład i harmonię, nie licząc się z tym z kosztami, które ponieść muszą więźniowie. Niestety postać ta zawodzi na całej linii. Zło którym Komendant ma promieniować jest podane zbyt wprost, przegadane, a sama postać przez to jest bardziej żałosna i bezpłciowa niż niepokojąca. Z kolei tytułowy wątek ryb, które z polecenia doktora kolonii, dla celów naukowych maluje główny bohater, a które stają się w finale odpowiednikiem ludzkich zachowań, ludzkich charakterów też wydaje się nieprzekonujący, zbyt wprost, a do tego urywa się w pewnym momencie książki i później już nie powraca.

Pomimo tych wszystkich wad szczerze polecam książkę. Dla mnie lektura jej byłą doświadczeniem nowym, świeżym i ciekawym, które zawdzięczam w zasadzie temu wyzwaniu. A oto chyba chodzi.

08:37, kot_maurycy , Lektury
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 kwietnia 2008
[Tomasz Różycki "Później w innym życiu"]

Nigdy nie potrafiłem umrzeć. Nieśmiertelność
jest latającą rybą z mojego snu, zanurzałem ją w temperach,
namaszczałem olejami, cynobrem i chromem,
widziałem jak płynie nad domem i łąkami.

Nie było żadnych granic, na anielskich skrzydłach
zjawiała się wciąż ta sama melodia na skrzypce, tańczyły
koty z ludzką twarzą, ludzie o koźlich głowach.
Byliśmy wszystkim, każdym stworzeniem;

te skrzydła unosiły nas z pogromów, niebo
odwracało się nad Witebskiem i Paryżem, upadały
obłoki, a my płynęliśmy smugą sadzy z krematorium,
nosiłaś welon i ślubną suknię, i żyliśmy zawsze,

urodzeni tyle lat temu, że pamiętam pierwsze
kolory i tę ulatującą oknem rybę. Nieprawda,
że nie myślałem o śmierci, ale ona okazała się
snem, zupełnie innym życiem. Pytałem

wszędzie i wszystkich gdzie jest kres i nigdzie
się nie zatrzymywaliśmy. Czas nie zna granic,
po prostu nie istnieje. To latająca ryba, a gdzieś
nad nią my, nasza miłość, nasze wieczne urodziny

15:38, kot_maurycy , Lektury
Link Komentarze (2) »