...Coś o wszystkim lub o niczym
Kategorie: Wszystkie | Codziennik | Lektury
RSS
piątek, 30 czerwca 2006
Łabędź a tańce standardowe

- Tańce standardowe są jak łabędź. Gdy patrzy się na łabędzia widać tylko dostojnie sunący po wodzie korpus i wygiętą szyją. Tymczasem pod wodą łabędź pach pach pracuje nogami. Tak samo w tańcach standardowych u góry nic nie widać, na dole pach pach nogi pracują.

10:53, kot_maurycy , Codziennik
Link Komentarze (3) »
sobota, 24 czerwca 2006
Dla fanów Tańca z gwiazdami

Zosia i Maserak - wersja turystyczna:

15:49, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 czerwca 2006
Coś w tym jest

"W czasie sumy kot siedział obok dzwonka i patrzył na obraz w taki sposób, że kiedy się obejrzeliśmy w pierwszej ławce za siebie, zobaczyliśmy, że na żadnej ludzkiej twarzy nie było widać tyle pobożności i tyle mądrości, co u tego kota, tak, że Vladimir szepnął do mnie, że ten kot, wpatrujący się z miłością w odprawiającego mszę proboszcza, rykoszetem nawiązuje łączność z samym Bogiem, a znowu Bóg za pośrednictwem proboszcza jest w ścisłym kontakcie z kotem, tak więc w wyjątkowych wypadkach koty wysuwają się przed ludzi małej wiary i w niebie musi być mnóstwo kotów."

22:00, kot_maurycy , Lektury
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 czerwca 2006
Puzdro

Bardzo ciekawe czasopismo internetowe. Za nimi już pierwszy numer poświęcony różnym, współczesnym wcieleniom książki. Z niecierpliwością czekam na następny, który ma być poświęcony grozie.

12:24, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 czerwca 2006
Najlepsze w tych mistrzostwach świata

są komentarze. Te z czuba, i te z supergiganta.

22:19, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 czerwca 2006
Nie będzie Neeskens pluł nam w twarz

"Komiks "Od Walii do Brazylii" kładzie nareszcie kres haniebnemu zakłamaniu, jakie szerzyło się przez długi czas w naszej prasie sportowej i codziennej. Chodzi oczywiście o piłkę nożną. Wszyscy przecież wiemy, że nasi chłopcy – aż wstyd powtarzać takie oczywistości – są najlepsi, najszlachetniejsi i najpieknijsi, natomiast przeciwnicy bezustannie ich faulują, sędziowie (przepłaceni w twardej walucie) krzywdzą decyzjami, prasa zagraniczna opluwa, nwet deszcz jak spadnie to naszym przeszkadza bardziej niż przeciwnikom. Tymczasem prasa krajowa, nie wiadomo dlaczego kierując się duchem obcego nam zgniłego liberalizmu, próbuje – no, nie zawsze, ale jednak czasami – bronić wrogiego obozu i wmawiać nam, że to też ludzie.

Komik Grzegorza Rosińskiego (niestety, autor tekstów skromnie przemilczał swoje nazwisko) pokazuje nam wreszcie, jak jest naprawdę z tym futbolem. Nasi zawodnicy są tu przystojni zupełnie jak w życiu, a poza tym jacy inteligentni: nawet w trakcie najzaciętszej gry przerzucają się dialogami w eleganckim stylu sprawozdawcy Ciszewskiego („A JEDNAK UTARLIŚMY NOSA TYM PYSZAŁKOWATYM ANGLIKOM!”, „ TERAZ JUŻ NIKT NIE ODBIERZE NAM ZWYCIĘSTWA”, „POSTAWIŁEŚ, JASIU, KROPKĘ NAD I!” itd.). Przeciwnicy mają natomiast brzydkie twarze, wykrzywione grymasami i pełne zwierzęcej brutalności, a jeden Haitańczyk to dosłownie tak patrzy na Żmudę, jakby go chciał zabić i zjeść. Pokazane są też szczegółowo wszystkie znane nam akty przemocy, jakich dopuszczano się na naszych cudownych chłopakach. Widzimy, jak „ZDENERWOWANI ANGLICY FAULUJĄ”, jak spiker BBc bezczelnie wyśmiewa Polaków, grożąc przy tym pięścią, jak „SĘDZIA DYKTUJE RZUT KARNY ZA RZEKOMY FAUL MUSIAŁA”, jak McFarland łapie Latę w pasie (natomiast słusznie pominęli identyczny chwyt Kasperczaka w meczu z Brazylią, całkowicie usprawiedliwiony założeniami taktycznymi), jak Bułgar Kataliński kopie bez piłki Szarmacha (sędzia tym razem stanął na wysokości zadania: „ZA TAKI CZYN MOGĘ PODYKTOWAĆ TYLKO JEDENASTKĘ!”), jak Mueller „POMÓGŁ SOBIE RĘKĄ” i jak przed meczem z RFN ulewny deszcz oczywiście sprzyja Niemcom. Przeciwnicy to takie chamidła, że przeważnie nie umieją się zachować („NASI RYWALE NIE MIELI NAWET ODWAGI PRZYJŚĆ SIĘ Z NAMI POŻEGNAĆ” – powiada z przekąsem Gadocha, jedząc kolację po meczu na Wembley), czasem jednak nawet im wydziera się z piersi okrzyk zachwytu  na widok zagrań naszych chłopców. Jeden Holender dyszy do drugiego „TEN POLAK [Deyna] TO WSPANIAŁY ZAWODNIK”. Tamten przytakuje: „A JAKĄ BRAMKĘ NAM STRZELIŁ!”. Po przegranym meczu z RFN nawet niemiecka prasa musi o nas napisać jako o „MORALNYCH ZWYCIĘZCACH”. Takie momenty rodzą w nas wiarę w humanistyczny sens sportu, dzięki któremu nawet takie bydlę jak piłkarz przeciwnej drużyny potrafi się uczłowieczyć na tyle, aby dostrzec, że nasi chłopcy to po prsotu nadludzie.

Można by jeszcze wiele pisać o patriotycznych walorach tego komiksu, ale musimy przerwać, bo właśnie wybieramy się na mecz ligowy naszej ukubionej drużyny z tymi zwyrodnialcami z Wisły Kraków. Kol. Trzymałko przygotował już parę petard, a ja mam w zanadrzu taką specjalną masywną butelkę. Nawet po opróżnieniu będzie chyba dość ciężka. Byle tylko na stadionie znaleźć miejsce nie za daleko od boiska, bo może nie dolecieć."

Stanisław Barańczak, Książki najgorsze i parę innych ekscesów krytycznoliterackich. Wydawnictwo a5, Poznań 1990.

01:19, kot_maurycy , Lektury
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2