...Coś o wszystkim lub o niczym
Kategorie: Wszystkie | Codziennik | Lektury
RSS
środa, 13 czerwca 2007
Shlof

Z powodu tego i owego dawno już się nie odzywałem, ale oto późnym wieczorem nadszedł czas żeby to nadrobić.

I tak sobie myślę, że można by napisać o tym, że Kraków w swoje 750 urodziny stał się miejscem strasznie pompatycznym i dusznym. Pompatycznym przez wszystkie swoje kantaty (Rubika) i pieśni (o Bogu ukrytym Morricone). Dusznym z powodu nadmiaru turystów - tych obrzydliwych, obleśnych na swych stag parties i tych przyjaźnie życzliwych. Tymczasem pomimo to właśnie z tej okazji wydano niesamowitą książkę, gdzie nie pisze się o preclach, lajkoniku i poezji śpiewanej. W zamian można znaleźć tu intymne, abstrakcyjne, czasami praktyczne rozmowy z ludźmi, którzy Kraków znają doskonale, przeżywają go na swój własny sposób i chcą o tych przeżyciach opowiedzieć. Do tego interesująca, ładna i nowocześnie multimedialna jest strona poświęcona "Krk" .

Myślę też sobie o bardzo ładnym, chyba wyjątkowo w tym roku interesującym, plakacie festiwalu kultury żydowskiej.

 

jew_fest

 

I jeszcze myślę o tym jak to ostatnimi dniami, wieczorem, takim jak dziś, jak teraz, lubię cichym krokiem przemykać po swoim domu robiąc ostatnie porządki. Przed zamknięciem oczu choć w części ład musi zostać przywrócony i dlatego kubki i talerze trafiają na swoje miejsca do szafek lub po prostu do jak zwykle przepelnionego zlewu. Śmieci wędrują do kubła, książki dostają zakładki żeby nie pękały rozdziawione grzbietem do góry. Czuję się wtedy jak portier w teatrze zamykający za ostatnim gościem, właściciel sklepuzamykający na noc wystawę, bóg, który codziennie w ogromnej szlafmycy na zachodnim krańcu świata gasi słońce. 

Shlof to w języku jidysz sen. Dobranoc.  

00:29, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »