...Coś o wszystkim lub o niczym
Kategorie: Wszystkie | Codziennik | Lektury
RSS
niedziela, 31 lipca 2005
Santa ecclesia

Gdy wybierałem się na studia polonistyczne myślałem, że trafię do środowiska lewaków i feministek, tymczasem szybko okazało się, że tych można szukać ze świeczką, natomiast mnóstwo jest wokół mnie osób związanych z kościołem, uczestniczących w różnych formach ruchu ewangelizującego. Jednak ku mojemu zdumieniu "religijność" tych osób opierała się na specyficznych, dość różnych od siebie podstawach. Dla jednych była po prostu zwykłym substytutem, zamiast na randkę w kawiarni czy w kinie umawiali się oni na próbie chóru. Dla jednych oparta była na pewnym rodzaju mistycznego zauroczenia, opartego na historii kościoła rodem z programu "Nie do wiary". Ich lektury to opisy egzorcyzmów, opowieści o trzecim objawieniu fatimskim czy Opus Dei. Dla jednych to element elitarnej, bo ograniczającej się do niezbyt szerokiego grona (jednak z każdym dniem coraz szerszego), popkultury. Ci obwieszeni różańcami, medalikami i przróżnymi plakietkami (to dla nich chyba wynaleziono elektroniczny różaniec - nową popkatolicką zabawkę) obnoszą się ze swą subkulturą.

Zupełnie obok nich wszystkich religia obumiera. Ogłupiająco naiwna, dogmatyczna, nierozumiana religia dla mas umiera. Gdy w okresie PRLu biskup Stefan Wyszyński starał się stworzyć kościół dla mas zdawał sobie rację z tego niebezpieczeństwa, wtedy jednak masowy kościół był jedyną alternatywą dla komunizmu. Za to dziś, w wiadomościach, jeden z tematów to niezrozumienie modlitwy powszechnej przez Polaków. Katolicyzmowi brakuje dyskusji. Owszem może na wyższych szczeblach hierarchii egzegeza Pisma, dyskusja o dogmatach jest jeszcze żywa, ale nie dociera ona nawet do parafii, a co dopiero do biedneg, zabieganego człowieka. Stoi później w czasie mszy, błędnym wzrokiem wodzi po innych ludziach, po suficie, złości się na niegrzeczne dzieci, ale stoi, bo tak go nauczono, kazano, tak wypada przed sąsiadami.

To chyba trochę mierzi. A może trochę boli. Ten fakt nieuświadamiania sobie boskiej obecności. Cyniczne wydrwianie ideałów. Niewiara we własną wiarę.

23:15, kot_maurycy
Link Komentarze (1) »
sobota, 30 lipca 2005
Podróż

Długie podróże mają w sobie coś niesamowitego. Nie są jedynie monotonnym oczekiwaniem na cel. I nie chodzi tu o ich egzotykę, koloryt mijanych krajobrazów. Raczej o rozmowy, które toczą się podczas podróży, o spotkania z innymi, ciekawymi ludźmi, o zdarzenia, które ukazują całkiem inną, nową, często zaskakującą twarz ludzi których znamy, ale też i nas samych. Takimi skondensowanymi miejscami podróży są wszystkie dworce, lotniska, miejsca postoju. "Czy pan wie, że miejsca powierzają swe największe tajemnice tylko przelotnym gościom? Podobnie na dworcu autobusowym lub na pokładzie samolotu można komuś zupełnie obcemu wyznać rzeczy, które każą się spalić ze wstydu, kiedy człowiek napomknie o nich znajomym" - pisał w "Ostatnim westchnieniu Maura" Salman Rushdie. Rzeczywiście podróż sprawia, że wszystkie relacje, rozmowy są ważne. Nie można tracić czasu na wymianę banałów, od razu trzeba zwierzyć się z całego życia, z najskrytszych marzeń. Wtedy też odważamy się na rzeczy, które inaczej by nie przyszły nawet do głowy.

Szczególnym rodzajem pdróży kest podróż samochodem. To właśnie z inspiracją nią powstało amerykańskie kino drogi, to wokół niej narosły mity Bonnie i Clyde czy route 66. Jednak poza tym swoistym "kowbojskim" stylem nie różni się ona od innych dalekich podróży.

Bo "Nawet najdłuższą podróż rozpoczyna pierwszy krok"

22:21, kot_maurycy
Link Komentarze (3) »
piątek, 29 lipca 2005
Notka meta-blogowa

Początek pisania tego bloga to chęć opisania stworzenia - świata który widzę, ludzi których gdzieś tam spotykam, relacji, ważnych z mojego punktu widzenia wydarzeń. Wynikała ona z niewiary w popularne dziś relatywne widzenie świata, pesymistyczne teorie nieodpowiedniości języka do opisu prawdziwych, znajdowanych w świecie rzeczy. Bo ja wierzę w możliwość osiągnięcia mimesis. Słowo jest jedynym narzędziem jakie ma człowiek do komunikowania, które od stuleci radziło sobie z opisem uczuć, z opisem rzeczywistości, a które to opisy do dziś przez większość (choć nie przez wszystkich) uważane są za aktualne i przejmująco prawdziwe.

Wiem, że ta krytyka języka podyktowana jest tragicznymi wydarzeniami wojen. Wiem, że na poziomie jezyka tworzy się pewna sztuczność, jakieś oszustwo w stosunku do świata. Jednak jednocześnie towarzyszy mi optymizm, wynikający z przekonania, że z pewnej, być może dalekiej, perspektywy cały ludzki bałagan przybiera wygląd pięknej układanki, w której pomimo naszych zastrzeżeń wszystkie nasze narzędzia okazują się na miejscu, dobre do tego do czego zostały stworzone. Wiara ta, dla mnie, zaklęta jest w tym co napisał Wujek tłumacząc Biblię: "Bóg przychodzi z wiatrem".

23:30, kot_maurycy
Link Komentarze (1) »
Siła przodków

Ojciec mojej koleżanki jest profesorem Akademii Sztuk Pięknych. Nie wiem czy ten fakt ma dla niej jakieś znaczenie. Może jest jedynie ciężarem. Może jest ona utalentowaną i zdolną plastyczką. Może ciężko pracowała, aby dostać się na studia na ASP. A może jest zupełnie na odwrót. Jakkolwiek niesprawiedliwe dla niej byłoby takie myślenie jedno jest pewne. Tradycja domowa w której wyrosła, tradycja stworzona przez rodziców związanych ze środowiskiem naukowym i artystycznym, stawia ją w dużo lepszej pozycji.

Chodzi tu o taką atmosferę domową, która pozwala na szybszy i pełniejszy rozwój dojrzałej świadomości u dziecka. Nauki humanistyczne są tak naprawdę w swej istocie formą narracji, opowieścią o ludziach i relacjach miedzy nimi. I właśnie taka dojrzała rodzinna tradycja przesiąknięta jest takimi opowieściami, świadomością procesów i zmian nie obserwowanych sucho, ale na przykładach wydarzeń z kręgu rodziny czy przyjaciół. 

22:58, kot_maurycy
Link Komentarze (1) »
czwartek, 28 lipca 2005
Uff... Gorąco!

Niesłychany ten dzisiejszy dzień. Jedyne do czego mogłem się zmusić to wizyta na basenie (cudowne miejsce w taki dzień jak dziś - chłodna woda, jacuzzi, doskonałe towarzystwo), zajadanie romkowosamolotowego serowego crostini i zapijanie temperatury sokiem pomarańczowym na zmianę z bacardi breezerem. Jutro ma być gorzej! Tak więc na szeroki usmiech w gorącą noc przed nami "Abrakadabra": http://kot_maurycy.w.interia.pl/abracadabra.mpa

21:03, kot_maurycy
Link Komentarze (4) »
środa, 27 lipca 2005
Dlaczego

Ostatnimi czasy w telewizorze można śledzić swoisty konkurs na najciekawszą reklamę sieci komórkowej. "Wojnę" rozpoczął Plus emitując cały cykl reklam stworzonych przez kabaret Mumio (komplet filmów dostępny na zjadamyreklamy.blox.pl). Rękawicę podjęła wtedy Idea bardzo nieudolnym spotem "Grosz za smsa w Popie" (choć naprawili swój błąd tworząc kilka reklam z Erykiem i jego dziewczyną). W końcu do walki włączyła się Era zatrudniając dwie największe radiowe sławy Wojewódzkiego i Figurskiego oraz tworząc spot z machającą obsługą salonu (swoją drogą idealny pretekst dla flash moba; grupa ludzi, salon ery, najlepiej w galerii handlowej tak żeby miał szerokie wejście, na trzy-cztery wszyscy machają śpiewając "Good bye, good bye"). Ostatnio jednak wkroczył do gry mistrz takich reklamowych gier - Heyah. Zleceniodawcy najlepszej ostatnio kampanii reklamowej (tajemniczej "łapy" otwierającej ich wejście na rynek) przekazują tylko, że nie chcą opowiadać bajek. Ale jak oni to robią! Poza cudowną parodią bajki z piosenką w wykonaniu Zbigniewa Wodeckiego, doskonałym pomysłem są krótkie wprowadzające reklamówki z symbolem Heyah - czerwoną łapą. Tutaj więc najlepszy z tych spotów "Dlaczego masz takie wielkie oczy":
http://kot_maurycy.w.interia.pl/dlaczego.mpa

23:24, kot_maurycy , Codziennik
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6