...Coś o wszystkim lub o niczym
Kategorie: Wszystkie | Codziennik | Lektury
RSS
niedziela, 30 lipca 2006
Jean-Claude Izzo "Total cheops"
Total cheopsNigdy nie byłem fanem kryminałów. W zasadzie w życiu przeczytałem tylko trzy powieści kryminale "Psa Baskervillów" i "Tańczące sylwetki" Artura Conan Doyle'a oraz "Zabójstwo na Rue Morgue" Edgara Allana Poe (jeśli można nazwać to powieścią kryminalną). O wiele bardziej interesowały mnie filmy z detektywami w roli głównej - doskonałe zapychacze wolnego czasu. Moimi ulubieńcami byli Colombo, Kojak, Hercules Poirot, a ostatnio Monk. Dziwne więc wydawało mi się, że zdecydowałem się sięgnąć po tę książkę, tym bardziej, że blur zapowiadał ewidentnie powieść kryminalno-policyjną: "Total Cheops opowiada historię Fabio Montale, inspektora policji w Marsylii..." itd. Decyzję swoją tłumaczyłem z jednej strony wakacjami, które dają całkowity luksus czytania książek niepotrzebnych, niepraktycznych, czysto rozrywkowych, a taką ewidentnie jest kryminał. Z drugiej zaś zarówno okładka (przynajmniej dla mnie) jak i tytuł (jak dla mnie bardziej typowy dla jakiejś powieści science-fiction) zapowiadały coś nietypowego. I rzeczywiście intuicja mnie nie zawiodła.

Autorem książki jest Jean-Claude Izzo, jak można się dowiedzieć ze skrzydełka okładki, księgarz, bibliotekarz, sprzedawca staroci, dziennikarz i poeta. I rzeczywiście ten korowód ról odbija się w książce. Wątek czysto kryminalny jest w niej bowiem dość mocno ograniczony. W zasadzie tym co dominuje jest próba nakreślenia dokładnych sylwetek głównych bohaterów uwikłanych w podtawowe problemy ludzkiej rzeczywistości - śmierć, przyjaźń, nadzieję, władzę, jak i problemy współczesnego świata - emigrację i politykę. Jednocześnie ukazuje całą tą gmatwaninę sytuacji, postaw i uczuć na tle miasta - Marsylii. Musi robić to doskonale skoro wzmianki na temat Izzo i jego książek można znaleźć na kilku stronach dotyczących Marsylii. A jest to miasto różnorodne. Mroczne, ale niezwykle ciekawe. Stara, portowa brama dla emigrantów z północnej Afryki do lepszego życia, a jednocześnie willowy kurort, który był przystanią dla wielu artystów. Po przeczytaniu tej książki zdjęcia Marsylii wydawały mi się marną imitacją.

Jednak to nie wszystko. Ostatnim, zupełnie już odmieniającym tę powieść elementem (taką wisienką na torcie) jest gotowanie, kuchnia, kulinaria. Jakkolwiek by tego nie nazwać, główny bohater jest niewątpliwie smakoszem. Przy czym wątek ten nie ogranicza się do wymienienia nazw kilku potraw, lecz jest tak rozwinięty, że opisy przygotowywania kilku potraw mogłyby spokojnie służyć jako przepisy w książce kucharskiej i na ich podstawie można z łatowścią przygotować opisywane dania.

Oczywiście można długo dyskutować czy autorowi udaje się trafnie pokazać interesujące go problemy i czy przy tym ich nie banalizuje. Można też nie zgadzać się na jego obraz Marsylii, jak i uważać jego wyczucie smaku kulinarnego za marne. Pozostaje jednak bez wątpliwości fakt, że jest to bardzo nietypowy kryminał,a jednocześnie ciekawa i wciągająca książka.

Marsylia

Marsylia

Marsylia 

23:27, kot_maurycy , Lektury
Link Komentarze (2) »
Dorota Korwin-Piotrowska "Witajcie w realu!"
Witajcie w realuOstatnimi laty w literaturze coś drgnęło. I nie chodzi mi tutaj o jakieś rewolucyjne zabiegi formalne, o nowe nurty, czy grupy literackie. Mniej więcej tak od dwóch (może trzech) lat autorzy (a jednocześnie bohaterowie) książek stają się bohaterami masowej publiczności, a czytanie staje się jedną z masowych rozrywek. No tak niby nic wielkiego, ale już od dawna rzadkością był wywiad z pisarzem w popularnej gazecie, a książek czytanych przez wielu ludzi na całym świecie po prostu nie było. Oczywiście można się kłócić czy książki te (myślę tutaj przede wszystkim o Harrym Poterze i Kodzie Leonarda da Vinci, a także pozostałych książkach Dana Browna) są wysokiej jakości, jak i czy ten proces jest dobry, jednak na pewno wpływa na wzrost popularności czytelnictwa.

Jednocześnie w polskiej literaturze poza "ugwiazdowieniem" niektórych pisarzy doszło do niesamowitego wręcz wysypu dobrej literatury. Przy czym mnóstwo nowych książek wydają pisarze młodzi, a wydawnictwa widząc to tworzą coraz to nowe serie (Linie krajowe - Czarne, Literatura Nowej Generacji - Prószyński i S-ka, wydawnictwo korporacji ha!art).

Po tym przydługim wstępie czas przejśc do sedna. Oto własnie przedstawicielka nowej, młodej prozy zaangażowanej - Dorota Korwin-Piotrowska. W swej bardzo cieniutkiej książeczce (zaledwie sześćdziesiąt kilka stron) próbuje zmienić świat. Pisze o miłości, religii, internecie, beznadzieji życia, patologii, śmierci. Owszem tematy fascynujące, ale przemaglowane już tylokrotnie u innych przedstawicieli młodej, nowej, zaangażowanej prozy. Pisze, jak przystało na wykładowcę poetyki i retoryki, w różnych stylach i gatunkach (wywiad, zapis czatu, wspomnienie, monolog wewnętrzny) - niestety to też już było. Chodzi jej o "real". Tylko "real" Doroty Korwin-Piotrowskiej nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. O nie. Daleko jej choćby do Macieja Malickiego. "Real" to raczej jakaś luzacka halucynacja zbudowana ze strzępów różnych problemów, egocentrycznych wizji, która jest łatwa do przełknięcia pomimo, że symuluje prawdziwe problemy. Tak jak ta książka.

12:45, kot_maurycy , Lektury
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 lipca 2006
Afryka
JazzmanBędąc od dzieciństwa mieszczuchem nigdy nie czułem fascynacji dla tych wszystkich historii o sawannie, wojowniczych Masajach, lwach i słoniach. Dla mnie - miłośnika klimatu umiarkowanego preferującego miasta i miasteczka, no od czasu do czasu jakąś wieś Czarny Ląd był raczej mało znany (prawie jak Australia, choć ta ma chociaż Sydney) i nieciekawy. Nawet dziś Afrykańczyk kojarz mi się prędzej z jazzmanem z Nowego Orleanu, czy reklamą paneli Kronopol, niż z tubylcem.

Jednak okazuje się, że Afryka jest fascynująca. Owszem, bardzo często przefiltrowana przez kontakt z Europą, charakterystyczny dla niej sposób myślenia, ale, aż strach myśleć co by z nami było, gdyby ten kontynent nie był zapomnianą przez wszystkich, biedną, suchą ziemią.

23:07, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 lipca 2006
Wakacje!

Jutro zadowolony udaję się na zasłużony wypoczynek. Pogranicze Polsko-Czeskie, piękne plenery, 30 tabletek Corega Tabs i szaleństwo nicnierobienia wraz z ekpią karaluchów. Strasznie się cieszę!

No, a poza tym to: IIIITAAAAAAAAAALIAAAAAAAAAAAAA!!!!

22:53, kot_maurycy , Codziennik
Link Komentarze (3) »
sobota, 01 lipca 2006
Obrazeczki, obrazeczki

Nie wiem czemu, ale przypominają mi ilustracje z radzieckich książeczek dla dzieci.

Więcej tutaj.

16:15, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »