...Coś o wszystkim lub o niczym
Kategorie: Wszystkie | Codziennik | Lektury
RSS
czwartek, 30 sierpnia 2007
Na koniec dzisiejszego i początek kolejnego dnia

mała zagadka logiczna, taka, która pozwoli rozruszać się szarym komórkom.

Na pastwisku pasą się owce, kaczki i krowy. Owiec jest więcej niż kaczek. Suma głów i nóg kaczek i owiec (wszystkich łącznie) wynosi sto. Krów jest trzy mniej niż pozostałych zwierząt. Ile krów jest na pastwisku?

Rozwiązanie jutro. 

22:22, kot_maurycy , Codziennik
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 27 sierpnia 2007
Kilka uwag o życiu z pewnym westem (na pewno nie z podręcznika hodowcy)

Po dwóch miesiącach życia z wybitnym przedstawicielem tej rasy mogę stwierdzić co nastepuje:

  • połowa westów w wyszukiwarce grafik Google'a to westy siedzące na tylnich łapach - to rzeczywiście chyba dziedziczne, mają to we krwi; Kokos co chwile przysiaduje - z ciekawości, ze strachu, z nerwów; w trawie na wietrznym osiedlu, gdzie mieszkamy wygląda jak wyjęty z broszury reklamującej szkockie wyżyny;
  • mało, który pies jest tak uparty; ten zdecydowanie zrobi wszystko, aby tylko uzyskać to co chce, jak nie groźbą, to posłuszeństwem, przymilnością, a gdy trzeba złośliwością - jest przy tym diablo inteligentny, a więc i skuteczny; dziś choćby zjadł bardzo smaczną kanapkę z szprotkami, szkoda tylko, że była to kanapka jego właścicieli;
  • westy to od wielu pokoleń psy myśliwskie, pomimo to nasz egzemplarz to wyjątkowy tchórz; w towarzystwie właścicieli czuje jeszcze w sobie wielkie lwie serce i głośno na wszystko szczeka, ale pozostawiony bardziej sam sobie ucieka, gdzie pieprz rośni, przed wszystkim co tylko uzna za zagrożenie; co ciekawe na czele listy znajdują się dzieci i trochę większa młodzież, a także wózki spacerowe i rowery;
  • pomimo wszystkich złośliwości tego naszego upartego i wiecznie głodnego domownika jest on prawdziwą przylepą, chodzi za nami krok w krok, cieszą go nasze powroty, smucą wyjścia, kocha nas ogromnie tak bardzo, że towarzyszy nam nawet w toaleciel;
  • i w ogóle nie dziwię się, że po podobnym indywiduum mieli Karol Darwin, Alfred Hitchcock i Pablo Picasso;
23:08, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 sierpnia 2007
Poranna medytacja nad kawałkiem sera

Dwa dni temu podczas wizyty w jednym z polsko-franucskich marketów kupiliśmy ser pleśniowy Brie. Ładnie zapakowany, elegancki, z dużymi, czerwonymi literami oświadczającymi, że to ser brie. Jakie było zdziwienie, gdy po otwarciu okazało się, że to zdecydowanie nie brie, a prędzej jakiś camemebert podejrzanego pochodzenia (coś w rodzaju sera "gouda alternatywna"). Postanowiłem więc przegryźć jakoś to cudo z chlebem. W tym miejscu jednak pojawił się olbrzymi problem. Ser, udając brie, miał formę klina. Nie miałem więc zielonego pojęcia jak można go pokroić na plasterki - zaczynając od węższej strony, od szerszej, czy może wzdłuż. Wybrnięcie z problemu zajęło jakieś dziesięć minut. Nigdy nie sądziłem, że ser może być obiektem tak problematycznym.

10:19, kot_maurycy , Codziennik
Link Komentarze (2) »
piątek, 17 sierpnia 2007
Neologizmy z etatu

Automatyczna dekretarka (?) - maszyna do wydawania dekretów.

22:07, kot_maurycy , Codziennik
Link Komentarze (2) »
czwartek, 16 sierpnia 2007
W kuchni

Krajobraz kuchenny jak po przejściu huraganu - mąka na wszystkich blatach, ciasto na kuchence, nieco przybrązowiona patelnia. Nic tylko załamać ręce i krzyknąć Ola Boga! Pomimo tego naprawdę opłaciło się. W końcu nie ma nic lepszego niż domowe racuchy. Mogą schować się kuchnia włoska i francuska, hiszpańska, meksykańska, grecka, nawet tajska czy indyjska. Prawdziwym domowym racuchom nic nie dorówna!

13:57, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 sierpnia 2007
Great come back!

Bardzo długo nie mogłem znaleźć czasu na napisanie choć słowa. Przez ostatni miesiąc zdarzyło się jednak w moim życiu tyle, że tłumaczy mnie to w trójnasób. Co takiego się zdarzyło? Po pierwsze ożeniłem się. Z mniej czy bardziej racjonalnych pobudek, w dzień, który oznaczony w kalendarzu został trzema kosami (dla niezorientowanych - trzema siódemkami), wypowiedziałem przysięgę małżeńską. Jeszcze nigdy moje słowa nie miały takiej mocy. Z miesięcznego dystansu muszę przyznać, że ślub to wydarzenie w życiu, które powinno się zażywać dla poprawienia nastroju przynajmniej raz na rok. Choć pewnie wtedy nie miałoby ono takiej mocy.

Więcej na ten temat raczej nie napiszę z bardzo prostego powodu - mogłyby to być jedynie same banały. Dla mnie bardzo ważne, ale jednak banały. [O bliskości ważnych osób, o niesamowitej radości spowodowanej przysięgą składaną tej ukochanej osobie, o serdeczności - być może sztucznej, ale zawsze - bliskich i dalekich obecnych na uroczystości, o dobrym jedzeniu i doskonałej zabawie - choć zabawa budziła wcześniej największe obawy.]

 

 

Po drugie w domu mamy psa. West highland white terrier o imieniu Kokos (w papierach Matti Samantino Polonica). Dumny i uparty pies o niesamowitym charakterku. Do tego wielki obżartuch i smakosz wszelkich psich smakołyków. Bardzo powoli uczy się harmonijego życia z nami. Mamy już pierwsze sukcesy, ale przed nami daleka droga, przynajmniej sześć miesięcy pracy. Pomimo tego wszystkiego wniósł tyle radości do naszego domu, że naprawdę ciężko go nie kochać. No i oczywiście zdążył już rozruszać ociężałych nieco właścicieli.

 

 

Po trzecie znalazł się i czas na długo zaniedbywane wakacje. Choć były zdecydowanie za krótkie (tylko dziewięć dni) to pozwoliły podładować akumulatory. Przyniosły też kilka ważnych, nawet bardzo ważnych, rozmów, które pozwoliły wyjaśnić długo męczące sprawy.

 

 

Mam nadzieję, że tym razem wracam do Was, drodzy Czytelnicy na stałe.

21:50, kot_maurycy , Codziennik
Link Komentarze (5) »