...Coś o wszystkim lub o niczym
Kategorie: Wszystkie | Codziennik | Lektury
RSS
wtorek, 31 października 2006
Wiadomości

Profesor Michał Paweł Markowski zawsze kreował się na kogoś pomiędzy romantycznym wieszczem, papieżem awangardy, a popkulturową gwiazdą. To, co dziś opisują gazety, zdecydowanie wpisuje się w tą pierwszą stylizację. Doprowadzona do swojego ekstremum sytuacja, jest bardziej komiczna niż poważna. Może dlatego tak przyjemnie się o niej czyta.

Zupełnie inaczej niż w przypadku takich informacji jak ta, którymi atakują media od kilku dni. Mam świadomość tragedii do jakiej doszło w gdańskim gimnazjum. Mam też świadomość tego jak bardzo skomplikowana jest rzeczywistość w jakiej dziś wypadło żyć, jak wiele, pomimo złudzenia wszędobylskości mediów, jest niewiadome, a przede wszystkim niezrozumiałe. Ciągle towarzyszy mi myśl, że nie rozumiem świata, że zrozumienie wszystkich jego sytuacji, problemów, interakcji przerasta moje możliwości. Chętnie zwróciłbym się do kogoś, kto mógłby mi to wytłumaczyć. Coraz częściej mam jednak wrażenie, że w takiej sytuacji każdy próbuje powiększyć swój indywidualny kapitał. W polityce jest to już tak widoczne, że nikt nie próbuje tego ukrywać. Niestety powoli dosięga to media, stające w wyścigu o to, kto, poprzez większą ilość drastycznych przypadków, zdobędzie sobie zaufanie odbiorców. W ten sposób media pokazują się jako te, które wszedzie wnikną w celu ukazania prawdy. Gubi je jednak ta pogoń, bo w niej tracą szansę na zrozumienie.

Od tych kilku dni próbuję o tym napisać. Częściowo udało się dopiero teraz. Niezrozumiała jest dla mnie reakcja większości związanych z tymi wydarzeniami osób. Sam nie wiem co bym zrobił, gdyby dotknęła by mnie taka sytuacja osobiście. Wiem, że zobojętnienie prowadzi wprost do pogorszenia sytuacji. Tylko że rzucanie kolejnymi, kolejnymi, kolejnymi obrazami, artykułami, audycjami tylko to zobojętnienie powiększa.

Może wróćmy więc do romantyzmu, nawet jeśli ma to przywrocić pojedynki o cześć kobiety.

23:04, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 października 2006
Wieczorem zbiera mi się na dziwne refleksje

Pierwszego omleta w życiu zjadłem może rok temu. Zdecydowanie niedawno. Wcześniej omlet wydawał się być gorszą wersją jajecznicy. Taką napuszoną, pompatryczną (może dlatego, że pochodzi z Francji). Pierwszy omlet zjadłem z groszkiem, tylko dlatego, że w książce przeczytałem:

"- Mas zielony grosek?

- Mam.

- Zrobię omlety. Pies lubi omlety?

- Ja też. Oj, dobrze. Właśnie się zastanawiałem. Śmy. Posiłek.

[Zrobił. Zjedli.]"

Jak książka potrafi zmienić życie człowieka?

Kiedyś bardzo nie lubiłem kropek, przecinków i wielkich liter. Teraz nie wiem już dlaczego. Pamiętam jedynie, że używałem ich jedynie w wypracowaniach na lekcjach języka polskiego. Zamiast tego królował wielokropek, jako świadectwo (chyba!) potoku myśli (??). Dzisiaj nie wyobrażam sobie pisania czegokolwiek bez kropek czy przecinków. W końcu przecież to właśnie te znaki wskazują drobne niuanse, decydują o rozłożeniu akcentów. Może przyszły do mnie z wiekiem, rutyną i samoograniczeniami. Może są wynikiem doświadczenia.

23:32, kot_maurycy , Codziennik
Link Komentarze (2) »
Dzisiaj rano

Zaczęła się w końcu jesień. Od rana zimno, wiatr wyrywa głowy i wszystko z rąk. Siąpi gęsty, trochę rozmazany, gęsty deszcz. Piękne jeszcze wczoraj liście teraz są mokrą, pachnącą zgnilizną breję. Byle do wiosny!

08:14, kot_maurycy , Codziennik
Link Komentarze (2) »
Impreza imprezą

a ja nie mogę się napatrzeć na ten plakat. Bardzo mi się podoba!

Opakowanie

Plakat reklamuje cykl imprez oragnizowanych przez Śląski Zamek Przedsiębiorczości i Sztuki pod hasłem "Opakowanie: Bardzo głośny, cichy sprzedawca". Więcej o wydarzeniu tutaj i tutaj.

01:02, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 października 2006
Rzeczy, historie, rytuały

Mam taką jedną, szczególnie istotną dla mnie książkę - antologię wierszy amerykańskich poetek "Dzikie brzoskwinie". Jakby na przekór tytułowym brzoskwiniom o miękkiej, aksamitnej skórce, same w niej suche, sztywne, pożółkłe kartki. I jeden jedyny wiersz, przytaczany już tutaj, dla którego ciągle otwieram tą książkę.

Jesienią mój dziadek, zawsze po obiedzie, udawał się do salonu, biorąc ze sobą gruszką, starą gazetę i specjalny, wybrany spośród innych, bardzo cienki od wielokrotnego ostrzenia nóż, którego jedynym zastosowaniem było obieranie gruszek. Na stole w salonie dziadek rozkładał gazetę i powolnymi ruchami zaczynał obierać gruszkę. Towarzyszył temu zawsze charakterystyczny dźwięk chrzęszczeniaspowodowany obecnością w skórce komórek kamiennych. Obierana gruszka bardzo szybko zaczynała puszczać sok. Lepki, słodki, brunatny spływał po obu rękach. Jednak nie można było go nigdy zlizać. Byłoby to złamaniem reguły, zniweczeniem tego ćwiczenia cierpliwości. Dopiero gdy gruszka była obrana można było wbić zęby w miąższ będący już czystą słodyczą.

Podobno otaczanie się pięknymi rzeczami jest niebezpieczne. Pomiędzy nieskazitelne przedmioty może się wkraść bezduszność, pustka, a wtedy jest już za późno na ratowanie siebie. Różnica pomiędzy rutyną, a rytuałem być może zasadza się na tym, że rytuał jest walką o nadanie specjalnej, dodatkowej, ludzkiej wartości ciagle powtarzanym czynnościom. Tylko intymne, osobiste historie uratują człowieczeństwo w świecie wszechobecnych rzeczy. Tylko rzeczy obdarzone historiami staną się materialnym śladem pamięci i uczuć. Skupieniem, uważnością, kotwicą nadającą życiu jakieś znaczenie.

21:49, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 października 2006
Na dobry początek dnia

Najciekawsze wytłumaczenia własnego spóźnienia. Dla mnie bezkonkurencyjny jest ten: "Pomalowali klatkę i wychodząc przylepiłem się do ściany".

08:46, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4