...Coś o wszystkim lub o niczym
Kategorie: Wszystkie | Codziennik | Lektury
RSS
czwartek, 03 lipca 2008
6 kontynentów - odcinek 4, ostatni

Niestety, z nosem spuszczonym na kwintę muszę przyznać, że nie udało się. Wbrew wcześniejszemu przekonaniu nawał spraw, innych, koniecznych do przeczytania lektur czy zamknięcie biblioteki na dwumiesięczny remont (w przekonaniu, że jak się rok szkolny kończy to już nikt nie wypożycza książek) uniemożliwiły mi szczęśliwe dotarcie do końca. Tak więc wszystkim podróżnikom gratuluję i polecam się na przyszłość. Może za drugim razem się uda.

07:05, kot_maurycy , Lektury
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 czerwca 2008
Już za kilka dni

Już za kilka dni naszej podstawowej komórce społecznej stuknie rok. Z tej to okazji rodzina sprezentowała nam takie oto cudo:

A ja tak przy okazji zachorowałem na tą drukareczkę, która dzięki modułowi Wi-fi wybawiła by nas od konieczności każdorazowego jej podłączania, o czym marzę od dawna. Na razie niestety wakacje na tyle nadszarpnęły nasz budżet, że musimy wstrzymać się z zakupem do jesienie.

07:02, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 czerwca 2008
Świąteczna

Czytam ten artykuł w Gazecie. Zaskoczony jednym ze stwierdzeniem czytam je żonie:

- "Faceci już od dzieciństwa są bardziej zainteresowani klockami, figurami geometrycznymi, budują struktury pionowe, jeśli rysują, to wolą zimne kolory, np. niebieski. A dziewczynki budują w poziomie, częściej rysują twarze ludzkie, postacie, używają koloru czerwonego, żółtego."

Ona na to:

- No. Ja w przedszkolu narysowałam portret mamy węglem. Taki piękny! Strasznie mi się podobał! A mamie w ogóle...

17:28, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 czerwca 2008
Polska - Niemcy

Na początek należałoby napisać: To już jutro. Nie mogę doczekać się już jutrzejszego wydarzenia. I to nie z powodu historycznych zaszłości - Hansa Klossa i bitwy pod Grunwaldem. Nie mówiąc już o Westerplatte i powstaniu warszawskim. Dla mnie to po prostu wielkie wydarzenie sportowe. Tym dla mnie ważniejsze, że marzy mi się powtórka z tych emocji, które towarzyszyły dwóm golom Smolarka przeciwko Portugalii. Wtedy po raz pierwszy sobie pomyślałem - w końcu nam się coś udało. Po tylu obietnicach, przemówieniach jak bardzo to nasza reprezentacja się nie stara, jak to się koncentruje i będzie walczyć. W końcu coś się udało. I to jak! Co więcej to nie było zwycięstwo przypadkowe, wymęczone, a uzyskane w ramach dobrej, jeśli nie doskonałej gry.

I na to właśnie czekam do niedzieli. Na zaangażowanie, sprytne pomysły, fizyczną wytrzymałość i polot. Nie oszukujmy się. Nawet po meczu w którym Polska pokaże to wszystko i przegra pozostanie smutek. Tylko wygrana lub remis będą satysfakcjonujące. Taka jest piłka.

08:35, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 kwietnia 2008
Zapraszam do odwiedzenia

Tutaj i tutaj.

09:13, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 kwietnia 2008
6 kontynentów - odcinek 3: Richard Flanagan "Williama Goulda księga ryb"

Wybierając australijską książkę byłem pełen obaw. Z jednej strony bałem się, że książka tak naprawdę będzie bardzo mało australijska, a znacznie bardziej brytyjska, irlandzka, czy amerykańska i, że jedynie miejsce urodzenia autora, będzie łączyć ją z tym kontynentem. Z drugiej strony zaś obawiałem się, że fabuła zostanie zdominowana przez bujną i groźną przyrodę tego miejsca.

Na szczęście Williama Goulda księga ryb uniknęła obu z tych zagrożeń - jest jednocześnie wyraźnie australijska i nie zdominowana przez awanturniczość, ani wybujałe opisy australijskiej fauny i flory. Książka opowiada historię opryszka - fałszerza, który skazany został na pobyt w kolonii karnej w Australii. Dzięki retrospekcjom poznajemy także wcześniejsze, poprzedzające przybycie do więzienia, wydarzenia z życia bohatera.

William Gould to typ wagabundy, sowizdrzała, czy jak mawiano w średniowieczu "łazika". Nie ma dla niego znaczenia jakość życia, nie ma on też zbyt wygórowanych ambicji - najważniejsze to mieć, gdzie się przespać, co zjeść i wypić (zwłaszcza to ostatnie!). Tym samym Gould dołącza do tłumu innych lekkoduchów. Trzeba przy tym wspomnieć, że bohater przekracza swoją inteligencją przeciętnego przedstawiciela tej grupy. Możemy w związku z tym znaleźć odniesienie do Kartezjusza i przede wszystkim Woltera i jego powiastki filozoficznej Kandyd. Można nawet zaryzykować tezę iż Williama Goulda księga ryb ma być współczesną wersją Kandyda. Sztuka ta jednak nie udaje się powieści bowiem brakuje lekkości i prostoty wzorca.

Niestety także dwa główne wątki książki, które najsilniej decydują o jej kształcie są zbyt przegadane, zbyt ciężkie. Chodzi tutaj o diaboliczną postać Komendanta czyli naczelnika kolonii w której przebywa Gould. Chce on w oddanej pod jego jurysdykcję jednostce wprowadzić nowy ład i harmonię, nie licząc się z tym z kosztami, które ponieść muszą więźniowie. Niestety postać ta zawodzi na całej linii. Zło którym Komendant ma promieniować jest podane zbyt wprost, przegadane, a sama postać przez to jest bardziej żałosna i bezpłciowa niż niepokojąca. Z kolei tytułowy wątek ryb, które z polecenia doktora kolonii, dla celów naukowych maluje główny bohater, a które stają się w finale odpowiednikiem ludzkich zachowań, ludzkich charakterów też wydaje się nieprzekonujący, zbyt wprost, a do tego urywa się w pewnym momencie książki i później już nie powraca.

Pomimo tych wszystkich wad szczerze polecam książkę. Dla mnie lektura jej byłą doświadczeniem nowym, świeżym i ciekawym, które zawdzięczam w zasadzie temu wyzwaniu. A oto chyba chodzi.

08:37, kot_maurycy , Lektury
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 71