...Coś o wszystkim lub o niczym
Kategorie: Wszystkie | Codziennik | Lektury
RSS
wtorek, 12 lutego 2008
Też podoba mi się to twożywo

foto za: art.blox.pl

08:12, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 lutego 2008
W pracy

Codziennie w pracy, w ramach swoich obowiązków służbowych, wykonuję około sześćdziesięciu połączeń telefonicznych, z czego około czterdziestu dziennie zostaje odebranych. Oznacza to mniej więcej czterdzieści rozmów dziennie, dwieście tygodniowo, osiemset miesięcznie. Rozmów naprawdę bardzo różnych zarówno jeżeli chodzi o miejscowość docelową (Warszawa, Łódź, Katowice, Poznań, Wrocław, Gdańsk, ale też Topóla, czy Storkówka), grupę społeczną rozmówcy (jest i warszawska inteligencja i yuppies i rolnicy), jego wykształcenie i zawód.

Najciekawsze jednak są reakcje osób odbierających telefon. Irytację (bo im przeszkadzam, bo się nie wyspali, bo im się nie chce gadać) i delikatne zaciekawienie są na porządku dziennym. O wiele rzadsza jest nieogarniona panika, którą najczęściej wykazują osoby starsze - rozmawiając z nimi czuję się jakbym co najmniej zawiadamiał je o wybuchu wojny. Najgorsza jest jednak złość wpadająca często w agresję. Tutaj najczęstsze są wyzwiska i rzucanie słuchawką. I choć te rozmowy zazwyczaj są wyjątkowo krótkie ich intensywność i wzburzenie jakie powodują są nieproporcjonalnie wielkie.

Pomimo to większość rozmów jest monotonna i banalna, nie daje też żadnej radości, choć zdarzają się i takie, gdy wydaje mi się, że wkraczam w życie tych ludzi tak, jak gdybym odwiedzał ich osobiście. Rozmowa, pomimo że telefoniczna, jest tak sugestywna, że widzę to wnętrze i sytuację, którą przerywam telefonując. Było tak, gdy dodzwoniłem się do pewnej rodziny - rozmawiać chciałem z żoną, tymczasem odebrał mąż. W związku z tym pytam, czy mogę prosić żonę - mąż na to, że nie może podejść bo karmi dziecko. Oczywiście od razu wyobrażam sobie sielankę rodzinnego, ciepłego domu niczym z obrazów Wyspiańskiego. Może jednak obraz mój jest zły. Być może on nigdy nie chciał tego dziecka, ona ma to mu za złe, tym bardziej, że w tej sytuacji uświadomiła sobie dopiero, że tak naprawdę nigdy go nie kochała, a tak w zasadzie to mój telefon przerwał ich kłótnię. Mnogość sytuacji, życiowych impresji, światów, codziennie i codziennie jak w wielkiej soczewce.

20:29, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 lutego 2008
Kulinarnie

Parafrazując tytuł pewnego bloga - "Gotowanie jest codzienną formą miłości", dlatego też zapraszam na najnowszy przepis.

00:42, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 lutego 2008
Co Pan Bóg powiedział Ewie

Trudno nazwać nas dewotami. Do kościoła chodzimy raczej od święta i to naprawdę bardzo dużego, a naszym życiem kieruje raczej "etyczność" niż religijność". Tylem tytułem wstępu, żeby wszyscy byli wprowadzeni w tło sytuacji.

Rozmawialiśmy dzisiaj na temat szkoły rodzenia - jedna z jej koleżanek uczęszcza do takiej - i okazało się, że w szkole rodzenia uczyła się wspomniana koleżanka także kąpania dzieci. Na co ja lekko zdziwiony stwierdziłem:

- No jak to! To tego trzeba się uczyć?

- No, a co myślałeś?

- No, że to jest takie naturalne. Bo niby skąd kobiety wiedziały jak kąpać dzieci zanim pojawiły się szkoły rodzenia?

- Od matki.

- A matka od babki, a babka od prababki, ale skąd wiedziała to ta pierwsza?

- Ty od razu o tym co było pierwsze jajko czy kura. Po prostu skądś się dowiedziała. No bo przecież Ewa nie dowiedziała się tego od Pana Boga!

Abstrahujac od tego jak surrealistyczna jest wizja Boga mówiącego Ewie jak ma kąpać dziecko - skąd się mojej żonie nagle wzięła ta Ewa!!! Może to jakieś feministyczna wiara w założycielkę rodu żeńskiego Ewę, jakiś taki mały atawizm. Bóg jeden wie!

14:47, kot_maurycy , Codziennik
Link Komentarze (2) »
Lejdis

Nie da się zaprzeczyć, że to film o ślicznym, kolorowym życiu warszafki. Wielkie, pieknie urządzone domy, szybkie i ładne samochody. Jak praca to tylko w wielkiej gazecie albo w parlamencie europejskim. Antykoncepcja - modne plastry. Przyprawa - oczywiście modny Fit. Nie mogło się też obyć bez dość nachalnego product placement. Padają nazwy i to dość często - Knorr, Niquitin, Kamis, Toshiba.

Pomimo to film podobał mi się niezwykle. W zasadzie trudno powiedzieć czemu. Chyba przez ogólną atmosferę no i naprawdę dobry humor (oczywiście raz lepszy raz gorszy, jednak całościowo trzymający zaskakująco dobry - po obejrzeniu zapowiedzi - poziom).

PS. Tak przy okazji. Wszystkim, którym spełniły się większe, czy mniejsze marzenia gratuluję. I niesamowicie zazdroszczę. Nie tyle samego zdarzenia, co raczej faktu spełnienia się w końcu tego na co bardzo długo się pracowało. Sam chciałbym, żeby moje marzenia też spełniły się w najbliższym czasie. Teraz chyba łatwiej uwierzyć mi, że tak będzie.

10:25, kot_maurycy , Lektury
Link Komentarze (2) »
wtorek, 01 stycznia 2008
2007

1 stycznia, już dawno po Świętach, a tu ani życzeń żadnych nie było, ani nawet słowa relacji. Nie może się jednak obyć bez żadnego podsumowania, minionego już, roku. A był to najbardziej intensywny rok w moim życiu. Wyprowadzka z rodzinnego domu, praca, ślub, pies (który też często jest nie lada wyzwaniem) i wszystko w przeciągu tak krótkich 365 dni. Owszem, z mojego powodu stało się wiele złego. Parę najbliższych dla mnie osób poważnie zraniłem i wydawało się, że nie będzie mogło być dobrze. Jednak dzięki wyrozumiałości i miłości tych osób wszystko skończyło się dobrze.

Oczywiście najważniejszym wydarzeniem było całkowite usamodzielnienie się. Chyba za dużo tu o tym nie pisałem, ale było to dla mnie bardzo ważne. Najważniejszy jednak był ślub. Cudowne wydarzenie do pamiętania przez całe życie. Nawet teraz, z dystansu sześciu miesięcy, nie umiem napisać nic bardziej konkretnego niż ciąg przymiotników i przysłówków w stopniu najwyższym.

I chyba w tym miejscu mogę przyznać coś, na co w trakcie codziennej krzątaniny nie ma miejsca. Jestem z siebie dumny. Nie jakoś bardzo, ale jednak. Wiem, że jeszcze przede mną do długa droga do pełnej satysfakcji, ale pierwszys krok został już uczyniony. Dokonałem (chyba) naprawdę wiele.

Jeżeli chodzi o przyszłość, o ten rozpoczynający się właśnie rok, to jest już masa oczekiwań marzeń, planów. Priorytetem jest znalezienie swojego miejsca już na stałe - kupno mieszkania, domu, decyzja o wyjeździe zagranicę (?). Na szczęście podobno rok 2008 zapowiada sukcesy, zwłaszcza w kwestiach finansowych, może więc uda się doprowadzić naszą rodzinę do osiedlenia się gdzieś już na stałe. Wiąże się z tym poszukiwanie nowej, lepszej, ciekawszej pracy albo awansu w dotychczasowej. Co prawda cały czas wspólnie myślimy o wlasnym projekcie - co z tego wszystkiego wyjdzie zobaczymy. Nowy rok nie może rozpocząć się bez noworocznych postanowień. Dla mnie najważniejsza będzie z własnymi słabościami - strachem i kłamstwem. Będę też próbował walczyć o dobre, szczere stosunki z moimi najbliższymi.

Na pewno nowy rok to mnóstwo, mnóstwo nadzieji i oczywiście marzeń. Spełnienie większej części z nich sobie i Wam życzę.

19:40, kot_maurycy , Codziennik
Link Dodaj komentarz »