...Coś o wszystkim lub o niczym
Kategorie: Wszystkie | Codziennik | Lektury
RSS
wtorek, 04 listopada 2008
Warszawa - Oslo - Nowy Jork - Mountjoy? Meta!

Można mówić o połowicznym sukcesie. Z czterech miast udało mi się odwiedzić trzy (i Mountjoy). Na mojej drodze znalazła się Warszawa, gdzie spotkałem się z Madame Antoniego Libery, później podróż do Oslo, gdzie panował straszny Głód Hamsuna, nastepnie Nowy Jork, z pogaduszkami o Szaleństwach Brooklynu Paula Austera, aż w końcu...

no właśnie. Aż w końcu dotarłem do Mountjoy. Miasta o nieznanym mi położeniu goegraficznym, tym bardziej geopolitycznym. W zastępstwie za "Białe zęby" chcialem delikatnie zasugerować tę książkę, jako ostatnią w mojej podróży. Tak żeby klęska nie była aż tak dotkliwa. 

07:04, kot_maurycy , Lektury
Link Dodaj komentarz »
Zadie Smith "Łowca autografów"

Historia opowiedziana w "Łowcy autografów" jest dość prosta. Oto główny bohater - Alex-Li Tandem - łowca autografów, który ma problemy z relacjami z jednej strony ze swymi przyjaciółmi z dzieciństwa, z drugiej ze swoją dziewczyne Esther. Jednocześnie jest on wielkim fanem aktorki, gwiazdy starego kina - Kitty Aexander. Jakie jest jego zdziwienie, gdy pewnego dnia, od niej, całkowicie do tej pory dla niego niedostępnej, bo chronionej przez jej menadżera i szefa fanklubu, dostaje kartkę z autografem. Jest to tak niecodzienne, że przyjaciele oskarżają go o podrobienie podpisu i chęć dorobienia się na nim majątku. W toku perypetii bohater wyrusza do Nowego Jorku, poznaje osobiście swojego idola, dorabia się majątku, zdobywa sławę w kręgu łowców autografów i dochodzi do ładu zarówno ze swoją przeszłością, jak i osobami wokół niego.

Tyle fabuła. Jednak podczas lektury wydały mi się ważne dwie zupełnie z nią nie związane rzeczy. Dostrzegłem, po raz pierwszy przy tej książce, że są książki, które czytam dla opisu, dla wyobrażenia sobie przedstawianych tam scen. Słowa wtedy, maja o tyle sens, o ile dokładają coś nowego do wizji już przeze mnie wyobrażonej. Ale są książki, które czyta się dla słów. W takim przypadku sam opis nie jest o tyle istotny, ważne są raczej didaskalia. Refleksje, uwagi poboczne, wypowiedzi bohaterów, które nadają sens rzeczywistości pozaksiążkowej w inny sposób. Przy czym chodzi też w tym o coś więcej. O harmonijność, płynność toku wypowiedzi, zderzenia słów, grę znaczeń. No bo czy wyobrażał sobie ktoś "Sklepy cynamonowe"? Dla mnie to niemożliwe. Śledzenie tego pokręconego toku myśli przerasta moje możliwości obrazowego myslenia. Wszystkim nawzajem zachodzącym na siebie, powracającym opisom towarzyszy raczej odczucie tego kłębowiska, niż rzeczywiste jego wizualizowanie. 

"Łowca autografów" również daje takie możliwości, tym bardziej, że autorka celowo zderza nas z paradoksalną w pewien sposób rzeczywistością. Znakiem charakterystycznym już powoli wydaje się być oryginalna proweniencja niektórych bohaterów. W tym przypadku mamy chińczyka-żyda. Do tego możemy dorzucić Ether - kobietę z rozrusznikiem serca, który staje się swoistym fetyszem głównego bohatera. A dalej dwaj rabini ciągle niosący gdzieś jakieś duże przedmioty i próbujący wsadzić je do za małego, jak na takie cele samochodu, albo rabin będący karłem, którego trzeba przenosić z jednego murka do drugiego. 

Doskonałe jest również wyczucie słowa u Smith. Wyczucie, które nie decyduje o doskonałośc narracji, wielkości kunsztu literackiego. Chodzi raczej o wyczulenie autorki "Łowcy autografów" na to jak wiele znaczeń, ironicznych komentarzy do naszej rzeczywistości tkwi w samym języku. Mistrzowskie było dla mnie rozegranie różnicy pomiędzy kropką (taką na końcu zdania) amerykańską (period), a taką brytyjską (full-stop).

06:55, kot_maurycy , Lektury
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 września 2008
[...]

Na przeszkodzie stanęło życie - dwa lata w wojsku, praca, małżeństwo, obowiązki rodzinne, konieczność zarabiania coraz większych pieniędzy, całe to bagno, które człowieka wciąga, kiedy go nie stać na to, żeby postawić na swoim...

[Paul Auster Szaleństwa Brooklynu]

21:48, kot_maurycy , Lektury
Link Dodaj komentarz »
Warszawa - Kopenhaga Oslo - Nowy Jork: Paul Auster "Szaleństwa Brooklynu"

Oto bohater i jego rodzina. Żona z którą niedawno się rozwiódł, siostrzeniec, który stracił swój dotychczasowy cel życiowy, siostrzenica nie mogąca ułożyć sobie życie, trochę przez swoją naturę, a trochę przez spotykanych na swojej drodze mężczyzn. Jest też wielu, wielu innych. Bo powieść Austera to taka rodzinna saga. Rodzinno-przyjacielska. Ciepła, wartka opowieść o przeróżnych przypadkach ludzkich. Właśnie tytułowych szaleństwach.

W Szaleństwach... Nowy Jork tak jak u Allena to tylko stan umysłu, przemawia przez myśli i zachowania bohaterów. Wraz z każdym zdaniem stają przed oczami najbardziej charakterystyczne obrazy z Nowego Jorku. Najciekawsze jest jednak, że do powieści wkraczają elementy najnowszej polityki. Bohaterowie bowiem są świadkami wyborów prezydenckich w których kontrowersyjne zwycięstwo odniósł George W. Bush. Dla postaci powieści cały proceder ponownego przeliczania głosów jest zamachem na demokrację, a zwycięstwo Busha prawdziwą katastrofą dla Ameryki. Przypomina to reakcje na wybór Lecha Kaczyńskiegona prezydenta. To jednak nie wszystko. Zamykające powieść sceny pokazują wybuchy dwóch wieżowców na Manhatanie 11 września 2001 roku. 

21:44, kot_maurycy , Lektury
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 sierpnia 2008
Książki

"Tylko w dzieciństwie książki wywierają wielki wpływ na nasze życie, napisał Graham Greene, a ja się z nim zgadzam. Keiko Kai: jeśli miałoby jakikolwiek sens dawanie ci rady, do której nie będziesz miał okazji się zastosować, powiedziałbym ci, żebyś dużo czytał w dzieciństwie. To wtedy fikcje uczą nas walki z zapomnieniem, nadawania kształtu rzeczywistości i, owszem, czynienia jej piękniejszą, niż jest naprawdę. W ten sposób, kiedy dorośniemy, nie będziemy pamiętać naszego życia, tylko żywoty książek, które czytaliśmy. Edmund Dantes uciekający z niesprawiedliwego więzienia i Heathcliff przytulający zwłoki ukochanej stają się kluczowymi elementami naszego istnienia, skórą nieodłączną od naszych kości. Przyklejamy się do tych historii jak muchy do lepu, a kiedy przychodzi chwila naszej śmierci, podejrzewam, że umieramy szczęśliwi: nasza biografia ma tyle głów, ile książek przeczytaliśmy, bo czytając, przeżyliśmy tyle istnień..."

[Rodrigo Fresan Ogrody Kensington]

07:21, kot_maurycy , Lektury
Link Dodaj komentarz »
Już za chwileczkę, już za momencik

"Jesień nadchodziła i zaczęła obezwładniać wszystko. Pierwszy cios padł na muchy i drobne owady. Pod drzewami w krzakach szeleści i szumi niespokojne życie, walczące ze śmiercią. Robactwo podnosi raz jeszcze głowy ponad mech, prostują się nogi, wydłużają macki, a potem nagle maleństwa padają brzuchem do góry. Każda roślina nosi odmienną, właściwą sobie cechę konania, wywołaną powiewem zimna. Źdźbła sterczą blade w słońcu, na ziemi szeleści opadłe listowie, jakby wędrowały po niej gąsienice jedwabników. Nastała jesień, przyszła w ciągu karnawału znikomości."

[Knut Hamsun Głód]

06:59, kot_maurycy , Lektury
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11